Rozmowa z wiceprezydentem Radomia Józefem Nitą, pełnomocnikiem do spraw realizacji projektu budowy Zakładu Utylizacji Odpadów Komunalnych.
Rozpoczęła się wreszcie planowana od dawna budowa Zakładu Utylizacji Odpadów Komunalnych. Czy naprawdę jest miastu potrzebna?
Zdecydowanie tak, choćby z jednego i zasadniczego powodu: wysypiska na Wincentowie nie da się wykorzystywać wiecznie. Odpady mogłyby tam trafiać jeszcze przez 10 lat. A co dalej? Gdzie na terenie miasta można znaleźć teren pod następne wysypisko? Nigdzie. Nie jest to możliwe z dwóch zasadniczych powodów: po pierwsze ze względu na budowę geologiczną i zasoby wód głębinowych w otoczeniu Radomia, po drugie Plan Gospodarki Odpadami dla Mazowsza dopuszcza w całym województwie jedynie 17 składowisk o charakterze regionalnym. Plan ten powierza naszemu miastu rolę Centrum Regionalnego Systemu Gospodarki Odpadami. Wybór Radomia nie jest przypadkowy, spełnia on wszelkie warunki do lokalizacji nowoczesnego zakładu gospodarki odpadami i posiada już składowisko spełniające standardy unijne.
Dlaczego system regionalny, a nie rozwiązania o charakterze lokalnym?
Ochrona środowiska nie zna granic. Każdy samorząd ma te same problemy ze śmieciami: dzikie wysypiska, zanieczyszczone lasy, brak bezpiecznej dla ludzi i środowiska instalacji do odzysku i utylizacji odpadów. Rozwiązania lokalne są kosztowne i nieefektywne. Wdrożenie nowoczesnej technologii odzysku i unieszkodliwiania odpadów jest racjonalne wyłącznie na obszarze regionalnym. Taki właśnie system tworzymy w Radomiu, oparty na bazie istniejącego składowiska i budowanego ZUOK. Jedyną szansą dla sąsiednich gmin będzie włączenie się do naszego systemu, bowiem tylko tak mogą wywiązać się z obowiązków nałożonych prawem na gminy. I co równie ważne, unikną podejmowania trudnych, często kontrowersyjnych decyzji.
Ale zakład utylizacji to niezwykle kosztowna inwestycja.
Budowa ZUOK to rzeczywiście ogromna, największa jednostkowa inwestycja w historii radomskiego samorządu. Ma kosztować ponad 80 milionów złotych uwzględniając podatek VAT. Ale cieszę się, że udało nam się przekonać większość radnych, by wyrazili na nią zgodę. Ta inwestycja była planowana już pod koniec lat 90, ale to w kończącej się właśnie kadencji udało się nam doprowadzić do rozpoczęcia budowy.
Przypomnę, że Unia Europejska ze swojego Funduszu Spójności pokryje 65 procent kosztów powstania ZUOK. Bez tych pieniędzy nasz samorząd nie poradziłby sobie z taką inwestycją. A dzięki niej mieszkańcy Radomia i okolicznych gmin przez najbliższe kilkadziesiąt lat będą mieli spokój z rosnącą teraz pod niebo górą odpadów.
Po uruchomieniu zakładu tylko jedna piąta śmieci wywożona z Radomia i okolicznych gmin trafi na składowisko. Reszta zostanie posegregowana, odzyskamy wszystkie nadające się do ponownego przetworzenia materiały. Z ich sprzedaży zarządzająca zakładem miejska spółka Radkom będzie osiągać znaczne przychody, co pozwoli utrzymać rozsądną cenę przyjmowania odpadów na składowisko.
No właśnie, czy w takim razie możemy liczyć na to, że dzięki ZUOK ceny odbioru odpadów od mieszkańców spadną?
Powiem tak: ceny nie wzrosną tak bardzo, jakby wzrosły, gdybyśmy ZUOK nie wybudowali. To oznacza, że bez ZUOK przeciętny radomianin za kilka lat musiałby płacić o wiele, wiele więcej, niż obecnie.
Dlaczego? Polska wchodząc do Unii Europejskiej zobowiązała się do ograniczania ilości odpadów trafiających na wysypiska, bo składowanie - tu chyba nikt nie ma wątpliwości - to najgorszy możliwy sposób ich „utylizacji”. Jednak te zobowiązania będą miały też swój wymiar finansowy: jeśli Polska ich nie wypełni, to będzie musiała płacić kary, i to bardzo wysokie.
Dlatego musimy mieć całościowy system gospodarki odpadami - począwszy od ich segregowania w domu, poprzez system wywozu, aż po nowoczesną technologię recyklingu i utylizacji. I to wszystko w Radomiu albo już jest, albo wkrótce powstanie. A budowa ZUOK to tak naprawdę tylko ostatni element przygotowywanej przez nas w ostatnich latach układanki.
Układanki? Co ma Pan na myśli?
Sam ZUOK nie rozwiąże problemu odpadów w Radomiu. Dlatego w ostatniej kadencji pracowaliśmy nad całościowym systemem gospodarki odpadami. Udało nam się przygotować i wprowadzić w życie nowy regulamin utrzymania czystości i porządku na terenie naszego miasta. Dostosował on obowiązujące w Radomiu przepisy do standardów unijnych. Dzięki regulaminowi mamy możliwości egzekwowania od właścicieli posesji obowiązku właściwego postępowania ze śmieciami.
Sprawnie działa system przewoźników, którzy korzystając z coraz nowocześniejszego sprzętu zapewniają transport odpadów na wysypisko. Obecnie trwają też przygotowania do powołania komunalnego związku, który w przyszłości przejmie od samorządu Radomia i okolicznych gmin całość spraw związanych ze zbieraniem, recyklingiem, utylizacją i składowaniem odpadów.
Wspomniał Pan o standardach unijnych. Przeciętnemu czytelnikowi gazet czy telewidzowi kojarzą się one z drobiazgową segregacją śmieci już w domu. Czy nasze miasto rzeczywiście jest przygotowane do wprowadzenia takich rozwiązań?
Myślę, że tak - na tyle, na ile wymagają tego od nas obowiązujące w tej chwili przepisy. Mało tego - w pewnym sensie wyprzedziliśmy rozwiązania, które dopiero mają być wprowadzone w życie w całym kraju. Kilka tygodni temu minister budownictwa zaproponował zmiany w ustawie o utrzymaniu czystości i porządku w gminach. Po analizie tych propozycji okazało się, że my tu, w Radomiu część rozwiązań systemowych już wprowadziliśmy, a pozostałe elementy, zwłaszcza dotyczące selektywnej zbiórki odpadów, będziemy sukcesywnie rozwijać.
Oczywiście to dopiero początek drogi. W najbliższych latach musimy być przygotowani na rewolucyjne zmiany, jeśli chodzi o segregację odpadów. Potrzebna będzie wielka akcja uświadamiania, jak wiele zależy od każdego mieszkańca Radomia, jeśli chodzi o ochronę środowiska, o ograniczenie ilości odpadów, o konieczność ich segregacji. Takie działania - specjalnie nie używam słowa "akcje", bo nie o jednorazowe akcje nam chodzi - już są prowadzone, i to od lat. Uczniowie z większości radomskich szkół podstawowych i gimnazjów biorą udział w selektywnej zbiórce zużytych baterii, puszek, butelek PET i nakrętek do nich. Zaczęliśmy edukację proekologiczną od młodzieży, bo przez nią najłatwiej trafić do każdej radomskiej rodziny. Ale oczywiście trzeba będzie też na szeroką skalę edukować w tej dziedzinie dorosłych.
Pracy do wykonania jest jeszcze dużo. Jestem jednak przekonany, że jeśli chodzi o gospodarkę odpadami ostatnie cztery lata nie zostały zmarnowane - wręcz przeciwnie, zrobiliśmy w tej dziedzinie naprawdę dużo. Efekty naszych obecnych działań mieszkańcy będą odczuwać przez najbliższych kilkadziesiąt lat. I będą to efekty pozytywne.
Co w takim razie się nie udało? Bo chyba nie wszystko w ciągu minionych czterech lat szło jak z płatka.
Oczywiście były niepowodzenia, ale dotyczyły one raczej sfery, na którą my, samorządowcy nie zawsze mamy wpływ. A raczej mamy znikomy. Mimo kilkuletnich starań przedstawicieli samorządów do tej pory na forum parlamentu nie wprowadzono niezbędnych - naszych zdaniem - zmian w prawodawstwie. Chodzi m.in. o ustawowe określenie, kto jest właścicielem odpadów komunalnych Od lat samorządowcy domagają się, by była to gmina. To fundamentalna zmiana, która dostosowałaby nasze rozwiązania prawne do norm unijnych.
Ale dlaczego własność odpadów miałaby mieć takie znaczenie? Wydaje się, że śmieć, to śmieć...
Ma to znaczenie kapitalne. W tej chwili cenę usługi wywozowej ustala przewoźnik na mocy indywidualnej umowy z właścicielem posesji. Jeden drugiemu - trywializując nieco - przekazuje worek odpadów, a co umowa, to inna cena. Nie znamy - i jako władze Radomia nie chcemy znać, bo to nie nasza sprawa - struktury kosztów poszczególnych przewoźników. Nie wiemy więc, ile tak naprawdę trzeba zapłacić za usługę, a ile wynoszą zyski przewoźników.
Tymczasem gdyby śmieci należały do gminy, to przewoźnicy jedynie zajmowaliby się transportem. Stawaliby do przetargów tylko na wywóz odpadów z poszczególnych rejonów miasta. Przy kalkulacji swojej oferty interesowałyby ich wyłącznie koszty transportu, utrzymania pracowników i swojego taboru, ale nie ceny przyjęcia odpadów na składowisko. A konkurencja między przewoźnikami wymusiłaby ustalenie takiej ceny usługi, przy której osiągają zysk, ale w rozsądnych granicach. Jestem przekonany, że taki system wymusiłby spadek cen wywozu odpadów. Niestety, takie rozwiązanie powszechnie stosowane m.in. we Francji, Niemczech czy Austrii, nie może z jakiś przyczyn - być może w efekcie działań lobby przewoźników - wejść u nas w życie.
|